Dziś trochę więcej o technicznych aspektach naszego jogurtowego eksperymentu w odpowiedzi na pytania jakie ślecie na naszą smakoterapiową pocztę.
:)
Po pierwsze:
głowiliśmy się od dawna jak to zrobić by naszemu uczulonemu maksymalnie na nabiał synkowi podawać zdrowe bakterie normalizujące florę jelitową. Lekarze z USA polecili nam saszetki suplementujące, zaś lekarze TMC, jak zapewne wiecie, zazwyczaj sztucznej suplementacji są przeciwni...
Rozpoczęły się więc poszukiwania rozwiązania takiego, by Młody mógł zjeść naturalny produkt bogaty w konkretne sprawdzone bakterie, które wspomogą pracę jego jelit. Gdyby udało się połączyć tę potrzebę z konsumpcją czegoś smakowitego, najpewniej byłby to prawdziwy raj na ziemi! :)
Oczywiście były analizy kiszonek, "jogurtów" wytwarzanych na zasadzie "zakwasu zbożowego" (u nas dodatkowo problem z glutenem) ale wszędzie natrafialiśmy na następujący aspekt:
nie wiemy jakie dokładnie bakterie namnożą się w "zakwasie", nie mamy kontroli nad ich mutowaniem. To poddało też w wątpliwość sens hodowania latami zakwasów na chleb lub żur..
Według naszego lekarza warto te zakwasy jednak wymieniać na świeże, by w miarę możliwości wiedzieć co jest w środku.
Jedynym sposobem okazało się znalezienie dobrego laboratorium z którego weźmiemy dokładnie to co zaleca lekarz i będziemy starannie kontrolować ich rozrost. Tu zdaliśmy się na podpowiedź lekarza i temat skąd wziąć bakterie został rozwiązany.
Po drugie:
przyznam szczerze, że nie jestem typem gadżeciary i mnożenie kolejnych sprzętów na którym osiądzie kurz jest ostatnią rzeczą jakiej chciałabym w swojej kuchni.
W dodatku nie za bardzo wierzyłam w możliwość wyprodukowania smacznego domowego jogurtu a jogurtownica, którą wynalazł dla mnie nasz Dr. na początku nie wzbudziła mojego zaufania. Wydała mi się urządzeniem zbyt prostym (duży termos w wkładem poziomującym i pojemnikiem na jogurt), dlatego najpierw postanowiłam przechytrzyć wszystkie bakterie swiata i poradzić sobie jakoś inaczej. ;)
Wybrałam naprawdę ciepły dzień, wrzuciłam bakterie do przygotowanej wegańskiej masy, dbałam o to by cały czas stała w cieple i ... trzy dni nic.
To znaczy niezupełnie nic, bo w międzyczasie temperatura, ważny czynnik, zmieniła się kilkakrotnie a w samej kaszy, miałam wrażenie, rozpoczął się proces bardziej kwaśnienia jej samej niż zasiedlania moim wybranym szczepem bakterii.
Wnioski mam dwa:
to się może udać bez sprzętu pod warunkiem, że użyjesz stałego sztucznego źródła temperatury. W zimie postawisz słój na kaloryferze lub przy piecyku i będziesz kontrolować co tam w środku zachodzi.
Poza sezonem grzewczym - bez szans. Temperatura spada do kilkunastu stopni a bakteriom najlepiej zapewne w okolicy 40...
Jogurtownica okazała się mieć kilka ważnych zalet. Jest banalnie prosta w obsłudze, trzeba by się bardzo starać by popełnić jakiś błąd ;) i nie ma potrzeby uczyć się instrukcji obsługi. ;) Do tego jest dużym termosem który działa bez prądu, jogurt powstaje w max 6 godzin (jogurt mleczny 2-6 godzin) i, co ważne dla nas, nieustająco taszczących ze sobą na wszystkie wyjazdy górę jedzenia dla naszego alergika, można ją ze sobą zabrać jako "lodówkę" czyli zamiast gorącej wody to robienia jogurtu wrzuca się do środka lód lub wlewa lodowatą wodę! To mnie przekonało ostatecznie, bo oznaczało, że możemy pojechać dokądkolwiek z termosem w torbie i nie przerywamy kuracji bakteriami zaleconej przez lekarza naszemu synowi ani też nie marnujemy bakterii! Proces namnażania jest bowiem zwalniany dzięki niskiej temperaturze i jogurt się nie "przekwasi" a bakterie nie zmarnieją jak kwiaty na parapecie w wakacje. ;)
 |
Do wyboru dwa kolory. Wolę różowy! ;)))
Info oficjalne znajdziecie tu: klik |
*Cudowne "w pracy " z bakteriami jest to, że kupuje się je raz na kilka miesięcy (producenci zazwyczaj zalecają na pół roku, nasza osobista Dr. poleca jednak wymienić co 2-4 mce), że mnożą się tak często jak chcesz i tak pięknie jak o nie dbasz.
Dzięki temu mamy smakowity jogurt codziennie w ilościach jakie nam pasują, albo robimy jeszcze gęściejszy "serek" dosmaczany owocami, który jest już absolutnym kulinarnym spełnieniem syneczkowych marzeń. :)
Sprawdzone przeze mnie bakterie:
* jogurt L+
Lactococcus acidophilus
Bifidobakterium lactis
Streptococcus thermophilus
*jogurt naturalny
Zawiera kultury bakterii:
Streptococcus thermophilus
Lactococcus bulgaricus
Czekają na sprawdzenie bakterie kefirowe
*kefir
Lactococcus lactis subsp.
Lactobacillus subsp.
Leuconostos subsp.
Streptococcus thermophilus
Typowe drożdże i mikroflora kefirowa
*zsiadłe mleko
Tak pisze o nich propagatorka leczenia żywieniem - dr. Jadwiga Kempisty (lekarz z 40 letnim stażem)
ZALETY DOMOWEGO JOGURTU
Kwas mlekowy i żywe kultury bakterii przywracają prawidłową florę bakteryjną przewodu pokarmowego oraz jego pH (kwasowość). Zawiera dużą ilość witamin m.i.n. A, B₂, B₁₂, K₂. (...)
Ponieważ bakterie rozkładają laktozę, produkt może być spożywany przez osoby z nietolerancją laktozy. Nie zawiera glutenu.
Dzięki swoim właściwościom poprawia trawienie, wspomaga odchudzanie, korzystnie działa przy zaparciach, osteoporozie, infekcjach, chorobach przewodu pokarmowego, chorobach serca i naczyń krwionośnych, osłabieniu organizmu. Wzmacnia paznokcie i włosy .
Ma duże zastosowanie w kosmetyce –można stosować także zewnętrznie np.przy rozstępach skórnych
Nie zawiera składników modyfikowanych genetycznie
Nie zawiera cukru, zagęszczaczy ani żadnych dodatków chemicznych
Z NASZEGO JOGURTU MOŻNA TEŻ ROBIĆ SER. Wówczas zarówno ser jak i serwatka nadają się do spożycia oraz celów kosmetycznych.
WYTWARZANIE:
Najlepiej używać mleka pełnotłustego krowiego, koziego lub sojowego
1. Podgrzewamy 1 litr mleka do temp.80˚C, aby zabić obce bakterie (pojawia się pierwszy kożuszek).
2. Przelewamy mleko od naczynia: termosu, naczynia ceramicznego, garnka lub jogurtownicy-studzimy do temp.42˚C (w pobliżu kaloryfera).
im dłużej jogurt będzie fermentował, tym mocniejszy będzie smak i kwaśność. Podczas fementacji unikać wstrząsów naczynia.
3. Po skwaszeniu wstawiamy do lodówki na 6-12 godzin celem dojrzewania.
4. Tak przygotowany jogurt nadaje się do spożycia, ale stanowi również źródło bakterii do następnego przetwarzania. Na każdy litr nowo przygotowanego mleka dajemy 4 łyżki stołowe z poprzednio wytworzonego jogurtu. Mieszamy, pozostawiamy do skwaszenia itd. Rozmnażanie można powtarzać wielokrotnie, również ilościowo aż do chwili gdy jogurt straci swoje właściwości-konsystencję, zapach. Oznacza to, że należy zaszczepić nową kulturę bakterii.
Jogurt może być przechowywany w lodówce 7 dni, w saszetce 12 miesięcy (saszetkę należy przechowywać w lodówce).
Życzymy Państwu dużo przyjemności przy przetwarzaniu mleka.
Produkt zgodny z dyrektywą UE 1829/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dn.22.09.2003
Producent: Laboratorium Bakteriologiczne IP Ingredients, Suderlugium, Niemcy
Oczywiście autorka pisze o jogurtach mlecznych, z którymi, nawet w celach leczniczych co do których autorka jest przekonana, nam nie jest po drodze, przez wzgląd na gwałtowne reakcje u syna ale i procesy o których mowa w TMC. Weźmy zatem poprawkę na nasz pomysł na jogurt:
*polecam przechowywać do w lodówce krócej niż ten z mleka zwierzęcego. Nie jest to trudne, raczej znika w tempie błyskawicznym. ;) U nas na razie max 3-4 dni. Nie mam na razie pewności czy po tym czasie trzymania (oczywiście w lodówce) jogurtu z kaszy nie zaczną zachodzić jakieś procesy zwiazanem z kwaśnieniem samej kaszy. :)
cdn...
w następnym odcinku zdjęcia z całego procesu "jogurtowania" kaszy kaszy jaglanej
:)
ps. Jak zrobić jogurt jaglany? Kliknij tu: przepis.